W lipcu spotkałem na statystowaniu Miłosza, studenta Politechniki Wrocławskiej. Rozmawialiśmy głównie o Orwellu i Huxleyu, ponieważ jest on wielkim fanem powieści antyutopijnych (stwierdził nawet, że pisał o nich w pracy maturalnej). Później jednak dołączyła do nas jeszcze jedna dziewczyna i padł temat używek. Ja w nich nie gustuję z zasady, jednak Miłosz wypowiedział zdanie, które sprawiło, że zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać.
Możesz wypalić jointa sam, ze znajomymi, ale powinno to być przeżycie osobiste, a nie takie, którym będziesz się chwalił w internecie
O ile nie zamierzam zacząć palić marihuany, o tyle słowa te sprawiły, że zacząłem zastanawiać się nad moralnością osób będących w wieku podobnym do mojego. Konkretnie - chęcią okazywania każdego intymnego momentu swojego życia.
Nie chodzi mi jednak o zdjęcia, na których pokazuje się za dużo, czy nieco zbyt szczere wyznania.
Chodzi mi o dzielenie się ze światem chwilami, które coś dla nas znaczą.
Każdy z nas na pewno ma w swoich wspomnieniach momenty, do których kiedyś wróci, które już wtedy wydawały mu się niezwykłe i stanowią dla niego cenną pamiątkę z danego okresu. Lubię idealizować, ale wydaje mi się, że kiedyś zatrzymywało się je dla siebie, lub dzieliło z wąskim gronem przyjaciół i rodziny. Mogę się mylić, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że chwile takie coraz częściej są ujawniane przez ludzi obcym osobom, dla których nie mają one wartości.
Ktoś ma inne odczucia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz